Właśnie opublikowaliśmy nowy tekst – napisałam w nim o psychologicznych aspektach radzenia sobie z vulvodynią, o uczuciach, wyzwaniach i... radości życia. Wiele osób pyta nas, dlaczego właściwie zajmujemy się tym tematem i na czym polega psychologiczna pomoc, kiedy problem jest przede wszystkim medyczny. Chciałam w powyższym tekście odpowiedzieć na oba te pytania.
Napisałam w nim m.in o tym, że tematem vulvodynii zaczęliśmy się zawodowo zajmować w zeszłym roku dlatego, że sama cierpię na takie dolegliwości od ponad dziesięciu lat (choć diagnozę otrzymałam dopiero rok temu podczas pobytu w Stanach Zjednoczonych). Wiem, jakie to jest trudne. Wiem, ile trzeba determinacji, ale też ciepła, by sobie z tym radzić. Bardzo dobrze znam rozpacz, lęk i złość związane z tą chorobą, ale wiem też z własnego doświadczenia, że zmagając się z vulvodynią można bardzo dużo nauczyć się o sobie – jak być dla siebie łagodną, jak o siebie dbać i walczyć, czym właściwie jest dla każdej z nas kobiecość, jak odnosić się w tym do innych ludzi. Patrząc na siebie czuję, że radzenia sobie z tą chorobą może dawać bardzo dużą siłę – choć oczywiście wiąże się nieuchronnie z bólem i wieloma trudnymi chwilami. Dlatego bardzo chciałam pomagać kobietom, które też się z tym zmagają.
Kiedy wreszcie się dowiedziałam na co choruję przeogromną ulgą była świadomość, że istnieje na te dolegliwości jakaś nazwa, a także, że nie jestem w tym odosobniona, że nie jestem jakimś dziwnym przypadkiem (wcześniej przez wiele lat żyłam – i byłam utrzymywana – w takim przekonaniu). Miliony kobiet na świecie zmagają się z tym. Zakładając tę stronę chcieliśmy stworzyć miejsce, gdzie będzie dużo rzetelnych informacji na temat vulvodynii i innych podobnych dolegliwości (których jest bardzo wiele), ale również po prostu pokazać kobietom, że nie są w tym same.
Przez pierwszy czas działania tej strony nie pisałam o tym, że znam ten problem z mojego najbardziej osobistego doświadczenia, czułam, że nie chcę na razie tego robić. Poruszamy się przecież w bardzo delikatnych tematach. Uważam, że to jest bardzo ważne, by każda kobieta mogła sama decydować ile, komu i kiedy mówić o swoich przeżyciach i zmaganiach. Vulvodynia często wiązała się dla mnie (i wiem, że nie tylko dla mnie) z „mobilizowaniem się” i zmuszaniem do różnych rzeczy i bardzo nie chciałam się zmuszać do niczego tworząc ten portal. Czekałam na właściwy dla mnie czas. I nadal chcę tak robić:)
Zapraszam Was do lektury tekstu i dzielenia się Waszymi doświadczeniami i spostrzeżeniami.
Z serdecznymi pozdrowieniami,
Agnieszka




