Witam. Chciałam opowiedzieć swoją historię, bo nie wiem już sama, co mam robić...
Czekaliśmy do ślubu. Potem okazało się, że mąż nie może we mnie wejść. Każde zbliżenie odczuwałam tak, jakby uderzał albo w cewkę moczowa, albo w skórę nad odbytem. Jedno i drugie było bardzo nieprzyjemne (mąż jest prawiczkiem). Potem był lekarz-słynne stwierdzenie, że wino i lubrykat i bedzie ok. Nie było, więc poszłam na terapię pochwicy. Straciłam trochę pieniędzy, co nie przyniosło rezultatów w pożyciu. Potem inny ginekolog i diagnoza, że jednak mam grubą błonę dziewiczą. Częściowo się zerwała, ale na dole była wciąż gruba i bardzo wrażliwa na dotyk. Ginekolog powiedziała, że nie natnie, bo potem będzie tak samo boleć przy pierwszym stosunku i to bez sensu. Maść znieczulająca nie pomogła. A od kilku cykli powraca mi jakaś infekcja, jakby lekka grzybica. Już nawet nie próbujemy, bo albo mam okres, albo grzybice, albo nie mamy czasu, albo się kłócimy...
To jest straszne. Minęło półtora roku i nic. Nienawidzę religii katolickiej. Nikt na naukach nie powiedział, że to może być takie trudne. Oczywiście na tych 50 par kursantów pewnie tylko ja byłam taka naiwna i trzymałam się nauki kościoła. Mój mąż cały czas zrzuca na mnie odpowiedzialność, że on nie chciał czekać i to moja wina i teraz mam sobie radzić sama. Ja kiedyś mówiłam, że zaczniemy po oświadczynach, ale jak już nastąpiły, to nie czułam się gotowa i też nie bardzo mieliśmy warunki, więc już jakoś tak wyszło, że spróbowaliśmy dopiero po ślubie. On nie chce ze mną iść do specjalisty, bo się wstydzi. A ja uważam, że nie jestem w stanie już nic więcej zrobić i on powinien odbyć rozmowe z ginekolog na tematy techniczne.
Już nie wiem, co robić. Coraz częściej się kłócimy, czuję, że mija mi to uczucie, które miałam 1,5 roku temu, szczególnie jak widzę, że zamiast razem stawić temu czoła, on ciągle mnie oskarża. Brak wyładowania seksualnego powoduje wzrost ogólnego napięcia i poirytowanie. Nie wierzę, że kiedyś się uda, nie jestem w stanie zapomnieć się podczas zbliżenia, nie zastanawiać się nad techniką. Samo to się nie stanie, a jak próbujemy się jakoś ustawić, to jemu mija podniecenie. Ogólnie nie podniecam go już tak jak kiedyś, bo kilka lat temu widział mnie nago pierwszy raz i to już nie robi na nim wrażenia. Ja z kolei nie podniecam się dotykiem, już dawno przestał mi wystarczać, a następny etap nie przychodzi.
Poradzcie coś, może któraś z Was miała nacinaną błonę albo jakoś to pokonała...




