Zamieszczam kopię maila, którego wysłałam do p. Mikołaja i Agnieszki:
Jakiś czas temu, zachęcona przez artykuł o dbaniu o siebie podczas wizyty, napisałam list do lekarza, który mnie kiedyś zbadał.
W liście wyraziłam swój żal o nadużycie zaufania i bezczelne zachowanie, jakiego się dopuścił.
Sytuacja wyglądała następująco: tuż po badaniu leżałam jeszcze na fotelu, doktor zdejmując rękawiczki GAPIŁ SIĘ na moje krocze, po czym powiedział, że piękna ze mnie kobieta i klepnął mnie prawą ręką w nagie, lewe udo po wewnętrznej jego stronie. Sytuacja tym bardziej przykra dla mnie, że na "samolocie" trudno się jakkolwiek ruszyć i nie miałam żadnych szans się wybronić, zrobić uniku, cokolwiek... Gorzej niż w barze!
Nie dostałam odpowiedzi na swój list, ale po wrzuceniu go do skrzynki poczułam ulgę. Moje ciało, nawet w gabinecie, należy ciągle wyłącznie do mnie!
oraz następny:
Powiem, że sytuacja była tym trudniejsza, że lekarz jest uznanym specjalistą i od kilku osób słyszałam, że moja reakcja jest "przesadzona". W gabinecie, przytłoczona sytuacją i własnym ówczesnym stanem zdrowia, nie byłam w stanie wyrazić bezpośrednio, co czuję.
Uczę się w szkole medycznej i na własne uszy usłyszałam, że w momencie gdy pacjent wchodzi do gabinetu, "my musimy być górą", ze względu na to, że czasem osoba powierzająca nam się jest wystraszona, może mieć trudności z zachowaniem się racjonalnie, organizowaniem siebie. Równocześnie podkreśla się SZACUNEK DO PACJENTA. Ale niektórych taka odgórna przewaga widać kusi do nadużyć...
__________________
Mikołaju, dziękuję za zachętę- bez tego trudno mi było zdobyć się na odwagę do publikacji.
Aszka