Ja też nic mądrego nie dodam oprócz tego, że masakrycznie walczyłam z: bólem, wiecznymi fochami męża niezadowolonego z moich starań ( albo z ich braku ) , obawami, że to tylko siedzi w mojej głowie. Z każdym dniem niepłodnym, kiedy można było cieszyć się radością bycia razem jeżyłam się wewnętrznie , ale z determinacją zadawaliśmy mi ból, bo tak trzeba. Nienawidzę tego trójkąta VV, ja i mąż. Sama nie wiem kogo bardziej. VV za zniszczenie tego co mogło być piękne , a teraz nawet przy najlepszych rokowaniach nie mam co odbudowywać, bo nic poza bólem już nie czuję!!!! NAWET JAK ZNIKNIE TO NIE MA NIC WIĘCEJ. Siebie nienawidzę, za to, że tak się poświęcałam. Dlaczego męża satysfakcja miałaby być ważniejsza od mojego cierpienia ! A do męża mam żal o egoizm! Taki SYNDROM ŻONY-POLKI ! Czy jakaś terapia tu pomoże ?