Witam,
Jakiś rok temu zamieściłam post na forum gazety.pl. Cieszył się on dośc sporym zainteresowaniem, ale że widzę że centrum dyskusji przenosi się tutaj, to postanowiłam tutaj też się wypowiedzieć.
Mam w chwili obecnej 23 lata. Około czerwca zeszłego roku zaczął się u mnie notoryczny ból krocza. Czułam swędzenie przy wejściu do pochwy (czasem też przy odbycie), a jak było ciepło to czułam pieczenie, tak uciążliwe, że czasem nie mogłam za bardzo chodzić.
Lekarze wmawiali mi że to grzybica, potem że bakterioza, choć badania nic takiego nie wykazywały (zrobiłam wymaz, 2 posiewy, tez badania na chlamydioze i mycoplasme,) raz tylko wyszło trochę za dużo gardnerelli vaginalis. Brałam wielkie mnóstwo tabletek dopochwowych - gynalgin, sterovag, macmiror, metrodinazol, gynoflor... Efekt mały lub żaden, tylko dodatkowe podrażnienie. Maście zaś tylko pogarszały sprawę.
Najgorzej było w gorące dni, tak mnie piekło że ledwo funkcjonowałam. Z radością przyjelam nadejscie zimy, mialam nadzieje ze przejdzie. I o dziwo - prawie przeszlo.
Pomiedzy bylam kilka razy u mojej bardzo dobrej pani ginekolog, która choć nie umiała mi zbytnio pomóć to zalecila Lactovaginal - jak na mnie lek cudotwórca. Odkąd biorę Lactovaginal mogę znowu żyć, zazwyczaj szybko pomaga na dolegliwości. Ale nie ma mowy o tym, żeby brać go tak jak piszę w ulotce, kilka dni i potem jest spokój. Ja Lactovaginal biorę z przerwami od roku. Czasem 1-2 razy dziennie, czasem raz na kilka dni lub raz na tydzień. Ale o odstawieniu nie ma mowy.
Podmywam się też płynem Lactacyd Femina i pomaga często na pieczenie.
Na pieczenie pomaga mi też Maść Tranowa - dostępna w aptece za 3 zł.
O dziwo, to właśnie tymi mało inwazyjnymi sposobami (lactovaginal + lactacyd) udało mi się praktycznie wyleczyć moją chorobę. Piecze i swędzi mnie czasem dalej, ale nigdy tak żeby nie dało się wytrzymać, a jak wiem że mogę złagodzić ból to nie doprowadza mnie już do szaleństwa. Zaczęłam znowu podróżować i uprawiać sporty, co wcześniej było niemożliwe, dzisiaj się czuję szczęśliwa :)
Wydaje mi się, że w moim przypadku to było jakieś ogólne podrażnienie sromu, co razem ze stresem i wyjałowieniem pochwy przerodziło się w chroniczne zapalenie. To tylko moja prywatna opinia.
Moje rady dla chorych dziewczyn:
- bielizna 100% bawełna
- przewiewne ubrania, zamiast rajstop pończochy, ja niestety z niektórych ubrań musiałam zrezygnować np. ciasnych dżinsów
- używanie Lactacyd Femina, innym środkom do higieny intymnej nie ufam
- używanie Lactovaginal, nawet jeśli tylko do nawilżania
- POWIEDZENIE JAK NAJWIĘKSZEJ ILOŚCI ZAUFANYCH OSÓB O SWOJEJ CHOROBIE. Wiem, że dla wielu to brzmi nie do pomyślenia, ale mi świadomość, że nie jestem sama, bardzo pomogła. Powiedziałam o chorobie praktycznie wszystkim kobiecym znajomym. Dzięki temu nie musiałam się tłumaczyć czemu nie mogę iść na basen albo nie mogę pojechac do ciepłych krajów. Wbrew pozorom, spotkałam się z niesamowitym zrozumieniem i współczuciem.
- dla mnie bardzo ważna była próba kontynuowania życia seksualnego o tyle normalnie na ile się dało. Przez pierwsze dwa miesiące powstrzymywaliśmy się, ale jak przestałam regularnie brać inwazyjne globulki to powoli zaczęliśmy się starać ponownie. I o dziwo, nie szkodziło, a nawet pomagało (wzrost wiary w siebie, a także dodatkowe nawilżenie co często eliminowało pieczenie).
Nie lubię porównywania vulvodynii do pochwicy. Ja NIE MIAŁAM problemu na tle seksualnym. Wcześniej przez rok współżyłam i problemów nie było. Moje dolegliwości się nie nasilały podczas seksu, i nigdy nie czułam ochoty na rezygnację ze współżycia, raczej byłam wsciekla jesli choroba mi to uniemozliwiala. Na szczescie moj mezczyzna spisal sie jak bohater - przez rok dzielnie znosil moje wyznania, chandry, ataki placzu, niemoznosc wspolzycia. Wsparcie partnera jest niezmiernie ważne.
Trochę sie rozpisalam. Ale do vulvodynii podchodze dosc emocjonalnie. Nazwe ta podsunela mi kolezanka z medycyny i duzo o niej wyczytalam w internecie. To odkrycie bylo krokiem milowym, bo inaczej bym pewnie uwierzyla ze jestem wariatka i sama to sobie wymyslilam. Poczucie ze juz ktos wczesniej to mial bylo dla mnie bardzo istotne.
Ja vulvodynią przestalam sie juz szczegolnie interesowac, najchetniej wolalabym o niej zapomniec. Ale mam nadzieje ze wy nie pozwolicie na to spoleczenstwu.




