Pochłaniają mnóstwo... nigdy nie liczyłam dokładnie jaki procent budżetu (miałam poczucie, że i tak muszę te pieniądze wydać, więc już lepiej "nie wiedzieć, ile tego dokładnie jest"), ale to naprawdę są duże kwoty. Poza tym największym kosztem są pienądze, których z powodu choroby NIE można zarobić, dni, kiedy nie można przyjść do pracy itd. Są takie badania, które pokazują, że z powodu vulvodynii i innych zespołów bólowych w obrębie miednicy mniejszej wiele kobiet w USA jest w ogóle zmuszonych zrezygnować z kariery... Jestem pewna, że u nas jest tak samo, tylko kto tu prowadził do tej pory takie statystyki...?
Narodowe Stowarzyszenie Vulvodynii z USA dlatego prowadzi tę ankietę, o której pisze Mikołaj, żeby przekonać Kongres, że należy przeznaczyć znacznie więcej pieniędzy na badania nad metodami leczenia vulvodynii. Według działaczek tego stowarzyszenia tych funduszy jest teraz zdecydowanie za mało, bo tok myślenia jest taki, że "skoro vulvodynia nie zagraża życiu to nie jest aż takim priorytetem", natomiast nie uwzględnia tego, że ŻYCIE z vulvodynią często jest nieznośnie ciężkie i że na skalę krajową wiąże się ze stratami ekonomicznymi, o których nawet nie mamy pojęcia.
Niestety chyba wszystkie kobiety z V muszą się z tym zgodzić...
Pozdrowienia, Agnieszka