Chciałabym się odnieść do wpisu Yennefer, bo wyrażone są w nim opinie, z którymi się często spotykam, a które według mnie nie pomagają kobietom dbać o swoje zdrowie i o swoje prawa.
Napisane w niem jest, że:
"I generalnie, są lekarze, których to określenie (vulvodynia) może po prostu wkurzać."
Jasne, tak samo jak mogą nie lubić poniedziałków, ale poza osobistą reakcją należy przede wszystkim uznać fakt, że słowo "vulvodynia" jest obecnie w medycynie na świecie powszechnie używane. Obowiązkiem lekarza jest chcieć się dowiadywać, w jaki sposób medycyna się rozwija, tak, by mógł jak najlepiej pomagać swoim pacjentom. Może się nie zgadzać z nadmiernym używaniem tej nazwy lub nawet jej zasadnością, ale musi ją chcieć ZNAĆ i fachowo do niej ustosunkować, a nie się obrażać.
"[mój lekraz] leczy on te bóle, jakby były czymś zwyczajnym, co może dolegać kobiecie."
Te bóle są "czymś zwyczajnym", w takim sensie, że występują na całym świecie. Nie jest natomiast "zwyczajne" (w sensie "akceptowalne") to, że się udaje, że ich nie ma lub że kobiety mające takie dolegliwości zasługują na gorsze traktowanie niż inne pacjentki.
"Ale nie wiem, jakby podchodził, gdybym wystartowała do niego od razu: "panie profesorze, mam vulvodynie". Nie dam sobie ręki uciąć, że by sobie nie pomyślał, jak już stwierdziłam, to po co mi jego diagnoza."
I znów - osobista reakcja lekarza nie jest wystarczającym uzasadnieniem dla złego traktowania pacjentki. Często kobiety uważają za oczywisty fakt, że u lekarza trzeba udawać głupszą niż się jest. Nie bierze się to znikąd, tego się nas uczy i tego się od nas niestety często oczekuje w gabinetach. To jest naprawdę smutne i naprawdę powszechne.
Jeśli znasz słowo "vulvodynia" i pytasz lekarza czy to w Twoim przypadku może to według niego/niej być możliwa diagnoza to bierzesz aktywny udział w poszukiwaniu zdrowia, a nie podważasz jego/jej kompetencje. Natomiast sam/a je podważa, jeśli zamiast się douczyć i dowiedzieć co to słowo znaczy się irytuje. Jeśli zdobędzie potrzebne infomacje i uzna, że to nie jest słuszna w Twoim przypadku diagnoza to powinien Ci to oczywiście powiedzieć, ale opierając to na rzeczowych argumentach.
Wiem, że to, co piszę jest na razie dalekie od realiów, ale zmiany zaczynają się często od małych kroków. Twórca Psychologii Procesu Arnold Mindell powiedział ostatnio, że kiedy lekarz ma zbyt wysoką pozycję względem pacjenta to pacjent zaczyna się czuć tak, jakby to już nie było jego własne ciało. Marzy mi się świat, w którym kobiety - i mężczyźni oczywiście też - będą miały pełne prawa do własnego ciała i jego dobrostanu. A sytuacja, w której nie można wchodzić z lekarzami w dialog na pewno temu nie sprzyja.
Pozdrowienia, Agnieszka