Ivka,
to naprawdę świetnie, że dzięki Twojej inicjatywie powstał ten program! I że zadzwoniłaś i opowiedziałaś o sobie i powiało nadzieją:)
Rozumiem, że byłaś rozgoryczona, że nikt inny nie zadzwonił. Też zastanawiałam się, dlaczego.
Kiedy dowiedziałam się, że ten program będzie to napisałam do prowadzących, że ja chętnie opowiem o tym, jak to wygląda z perspektywy kogoś, kto się vulvodynią zajmuje zawodowo, ale też zna tę chorobę z własnego doświadczenia. Nie dostałam odpowiedzi, domyślam się, że mają tam już zaplanowaną formułę programu. Piszę o tym, żebyś wiedziała, że nie byłaś zupełnie sama w chęci działania.
Kiedy zastanawiam się nad tym, dlaczego nikt poza Tobą nie zadzwonił to przychodzi mi do głowy taka refleksja, że vulvodynia i inne przewlekłe dolegliwości ginekologiczne rodzą bardzo dużo bezdradności i poczucia niemocy. Na przykład takiego myślenia, że "skoro tak długo cierpię i nikt nie traktuje tego poważnie, to co ja mogę? Już mam wszystkiego naprawdę dość". Bardzo dobrze znam takie myślenie z własnego doświadczenia, przez wiele lat miałam poczucie, że ja naprawdę mało mogę i że jedyne na co mogę liczyć to to, że będę miała szczęście i w końcu trafię na jakiegoś lekarza, który mnie nie tylko nie zlekceważy, ale też realnie pomoże. Czekałam na to jak na wybawienie - i choć nadal szukam takich specjalistów, to teraz mam już poczucie, że sama też mogę robić różne rzeczy, by nie czuć się bezradną. Dlatego m.in. założyłam wraz z Mikołajem tę stronę.
Jest bardzo dużo kobiet, które bardzo często odwiedzają tę stronę i forum, ale nie piszą nic. Niektóre z nich pewnie nie lubią pisać na forum, inne może właśnie są zrezygnowane i mają poczucie, że i tak już nie mają wpływu na swój stan. Mam nadzieję, że - jeśli będą w pewnym momencie chciały - to zaczną aktywnie korzystać z tego forum i tej społeczności, która tu powstaje. Z mojego doświadczenia wynika, że naprawdę warto.
Pozdrawiam Ciebie i wszystkich innych,
Agnieszka