Witam.
Codziennie odwiedzam forum, daje mi to dużo nowych informacji na temat vulvodynii. Ja walczę od 3 lat. Nie zostałam jeszcze zdiagnozowana ale moje dolegliwości zgadzają się z objawami tej choroby. To co przeżyłam to koszmar łącznie z tym, że jeden lekarz po programie pani Anny Dymnej o vulvodynii stwierdził, że ludzie, którzy publicznie opowiadają o swoich chorobach, to schizofrenicy. Po tej wizycie przepłakałam pół nocy. Nie mogę zrozumieć skąd taka ignorancja. Przez te 3 lata byłam leczona na różne choroby, których tak naprawdę nie było. Grzybice, chlamydiozę, żylaki sromu, i inne. Przyjmowałam mnóstwo leków, które nie przynosiły ulgi. Były stosowane na zasadzie eliminacji. Może w końcu któryś pomoże. Teraz mój ginekolog nie robi nic aby pomóc. Trafiłam do neurologa ale to pomoc na zasadzie podania środków zmniejszających ból w razie jego wystąpienia. A gdzie proces leczenia? Mam takie wrażenie, że żaden z lekarzy nie traktował mnie poważnie i nie mogę tego zrozumieć. Moja rodzina potrafi godzinami dyskutować o swoich bólach. Kręgosłupa, trzustki, wątroby, hemoroidów, głowy i innych, a wystarczy że ja wspomnę o sobie i jest koniec rozmowy. Oni też uważają, że jestem stuknięta, bo skoro lekarze nic nie widzą. Boli mnie ta znieczulica, bo chciałabym opowiedzieć o swoich problemach, ale komu? Przecież najbliższa jest rodzina. Mąż też nie chce o tym rozmawiać. Myślę, że gdyby wiedza wśród lekarzy była większa inaczej do tej sprawy podchodziliby ludzie. Przecież jeżeli o problemie się nie mówi, to on nie zniknie, a jeżeli chodzi o choroby, to kiedyś też nikt nie słyszał o AIDS, co nie znaczy, że jej nie było. Tyle moich żalów. Mam nadzieję, że coś się w końcu zmieni. Być może tylko ja spotykam się z niezrozumieniem.
Pozdrawiam
Joanna




