Zainspirowana wpisem xsowy chciałabym napisać kilka słów o tym, po co chodzić do psychologa, kiedy się cierpi na vulvodynię.
Dramat w Polsce - i nadal nie tylko w Polsce - polega na tym, że lekarze czy rodzina często wysyłają kobietę do psychologa czy nawet psychiatry kiedy uznają, że jej ból tak naprawdę jest urojony, że „problem tkwi w głowie”, itd.
I w takiej sytuacji pójście do psychologa jest już aktem rezygnacji, przekonania, że „coś jest ze mną nie tak”, bo inne kobiety „nie boli, lubią seks”, itp.
Jako psycholog, ale też jako kobieta chorująca na vulvodynię stanowczo uważam, że tego typu protekcjonalne „odsyłanie” kobiet do psychologa jest nie tylko bolesne, ale też bardzo szkodliwe. Mądry psycholog (a wskazówki, jak takiego znaleźć napiszę wkrótce) nie tylko nie będzie podważał realności bólu, ale też będzie otwarty na dowiedzenie się i próbę zrozumienia, jakim ciężarem jest chorowanie w Polsce na vulvodynię.
Praca z psychologiem nie zastąpi leczenia medycznego, i nie to powinno być jej celem!
Natomiast dobry psycholog czy psychoterapeuta może kobiecie, która zmaga się z vulvodynią i/lub bólem podczas seksu pomóc np.:
- w wyrażeniu i odreagowaniu złości, strachu, bezradności - i nauczeniu się, jak sobie z nimi najlepiej radzić, w jaki sposób można je nie tyle tłumić, co naprawdę świadomie wykorzystać na swojej ścieżce zmagań z v,
- w uporaniu się z uczuciami bycia „niepełnowartościową kobietą”, poczucia wstydu czy winy,
- w nie odcinaniu się od związków i przyjaźni, w szukaniu najleszych sposób na bycie blisko z innymi pomimo choroby,
- w zdecydowanym reagowaniu i sposobie komunikowania się z lekarzami, rodziną itp. jeśli nie chcą oni uznać realności jej bólu.
i w wielu innych rzeczach.
Napiszę o tym więcej w wyżej wspomnianym artykule.
Z pozdrowieniami,
Agnieszka




